Nerdowy blog o grach telewizorowych i cyfrowych i rzeczach. Tagi: Allegro Alone in the Dark Amiga Amiga Forever 2008 Apple Atari chory syf Cloanto Counter Strike demo Duel Love emulacja Historia Ikuze! Gen-San Indiana Jones Infinite Undiscovery komputery konsole Lego Lucas Arts MeKa Metal Gear Solid Monster Hunter NATAMI Nintendo DS o2.pl Okami Personal Paint PlayStation 2 PlayStation 3 Pręgierz przemoc PSP R-Type Command Resident Evil rocznica Shenmue Soul Calibur sprzęt stare gry szmatławce tech Tom Clancy Wii Windows Xbox 360 Xbox Live Arcade
Ach, złota era ośmiobitowych komputerów. Wieczory spędzone na strojeniu telewizora i regulowaniu głowic magnetofonu. Domowe kompilacje gier na odręcznie opisanych taśmach. Kilka do kilkunastu minut spędzonych na wczytywaniu każdej z nich do pamięci. Gwałtowny napływ adrenaliny, gdy wystąpił błąd odczytu. Czasy, gdy dżojstiki miały cztery osie i jeden guzik, w grach liczył się pomysł, bo i za trudno, żeby audiowizualnie były ładne, drukowanie czy edycja tekstów, w szczególności po polsku, było na granicy między upierdliwym a niemożliwym i nie było mowy o przenoszeniu swoich plików między komputerami dwóch różnych firm, a nawet między różnymi modelami tej samej. Kto by nie chciał wrócić do tych czasów?
Odpowiadając szczerze: każdy, kto pozostaje przy zdrowych zmysłach. Ludzie, którzy tęsknią za czasami ośmiu bitów, albo padli ofiarą jakiejś lanserskiej retro-mody, albo po prostu nie pamiętają, jak czasochłonna i frustrująca była praca na tych maszynach. Gdybyśmy nagle musieli robić to, co robimy teraz, na Commodore 64, Atari 65XE, czy ZX Spectrum, życie stałoby się, nieprzymierzając, koszmarem.
Nie mniej jednak, tym komputerom należy się odrobina chwały. Wszak ukształtowały one pokolenia dzisiejszych programistów, niekiedy twórców gier. Niedrogie, produkowane seryjnie układy elektroniczne pozwoliły na to, by komputer osobisty z czasem zagościł pod każdą strzechą. Nie zapominając o samych grach, do których, co by nie mówić, każdemu zdarza się zatęsknić. Z pomocą przychodzą ci sami ludzie, którzy przynieśli światu Amiga Forever – najbardziej obszerny, legalny pakiet emulacyjny tego słynnego komputera. Tym razem przyszła kolej na jego starszego brata. Panie i Panowie – C64 Forever.
Większość z nas wie, że to Chińczycy jako pierwsi wynaleźli makaron, proch strzelniczy i papier. Byli nie tylko pionierami w drukowaniu książek, ale i ich paleniu – już za czasów dynastii Qin, w III w. p.n.e., prawie sto lat przed Seleukidami w Europie. Mimo wynalazków, które dała Zachodowi, myśl techniczna Państwa Środka nie przestaje nas zaskakiwać.
Okazuje się, że ujawniony niedawno koncept nowego modelu przenośnego PlayStation, PSP Go!, nie jest wcale tak innowacyjny, jak zdawałoby się amerykańskim i europejskim nerdom. Odsuwany ekran, pod którym miałyby się kryć gałki i przyciski – to rozwiązanie znane jest już dawno fanom chińskich, generycznych odtwarzaczy multimedialnych.
Faktem jest, że na rzeczonym odtwarzaczu nie zagrasz w LocoRoco, chyba, że ktoś wykona konwersję na NES. Ma on jednak zasadniczą przewagę nad nowym cudakiem Sony: Nie zostawił milionów bezradnych nerdów, które nie będą wiedziały co zrobić z nagromadzonymi płytkami UMD.
Podobnie jak podczas promocji Dead Space, nowy projekt EA dostanie swój film animowany. Filmowe Dante’s Inferno będzie odzwierciedleniem wydarzeń z gry. Animacją zajmie się to samo studio co w przypadku Dead Space. Ukazaniem każdego z kręgów piekła ma zająć się oddzielny artysta. Gra ukaże się najprawdopodobniej w przyszłym roku i zapowiada się na niezłą alternatywę dla mitologicznego God of War. EA zarzeka się że chce przenieść ducha literackiego oryginału. Śmiem jednak w to wątpić patrząc na machinę marketingową i charakter produktu elektroników nastawiony na krwawą akcję.
Tegoroczne wieści z GDC (nawet zapowiedż Onlive) na razie mną nie wstrząsnęły. Jeden z milszych newsów został ogłoszony podczas konferencji Nintendo. Nowa Zelda zmierza nie jak wszyscy myśleli na Wii, ale ponownie na Nintendo DS. Ta gra będzie jeszcze jednym powodem dla którego będzie warto kupić kieszokonsolkę Nintendo, kiedy tylko znajdą się fundusze. I Link jako kolejarz – bezcenne.
…tak szybko odeszły. Nie uświadczymy ich w najnowszej odsłonie słynnej capcomowej serii. Resident Evil 5 wzorem czwórki, nie przeciwstawi nam ani jednego zombiaka. Po czterech latach przerwy stajemy przeciwko hordom zarażonych wirusem Afrykańczyków. Przez ten czas Capcom narobił nadziei i smaku spragnionym sequela graczom. Warto było czekać?Czytaj resztę wpisu »
Jamniczek zombie powraca po długiej przerwie. Ale jak to zombie, one zawsze powracają. Zapraszamy do odwiedzania jamniczka i zostawiania mu wielu ciepłych słów. A co może być lepsze na ożywienie niż recenzja Resident Evil 5, która pojawi się już niebawem.
Wczoraj Ślorb i Vincent Greene udali się do kinoteatru celem obejrzenia filmu WALL·E, który od początku roboczo nazywali Przygodami Robotka. Wbrew tradycji, Przygody Robotka obejrzeli w stanie całkowitej trzeźwości, nie chrupiąc nawet popkornu. Jest to bowiem film wiekopomny.
WALL·E jest dzieckiem Pixar Animation Studios i, jak łatwo się domyślić, jest w pełni animowany komputerowo. Akurat wtedy, gdy wydawało nam się, że animacja komputerowa nic nowego już nie przyniesie, WALL·E przychodzi i pokazuje, że to nie tak, to nie tak – że fajnie jest od czasu do czasu pokazać ujęcia “kręcone z ręki”, że ciekawie jest czasem pobawić się głębią ostrości, że zabawnie jest upodobnić mimikę bohatera do pewnego nowojorskiego komika… Ale przede wszystkim WALL·E udowadnia, że warto jest robić filmy z przesłaniem.
W życiu Ślorba są takie momenty, w których musi dokonać wyboru. Nie inaczej było i tym razem, gdy rozdarty między Eternal Sonatą, a Assassin’s Creed musiał z braku większych funduszy zdecydować się na jedną z tych pozycji. Można się łatwo domyślić co bardziej wpadło mu w oko. Co więcej okazało się, że godziny spędzone w skórze Altaira, głównego bohatera gry, przyczyniły się do zdobycia pierwszego achievementowego calaka. Nie jest to jednak równoznaczne ze stwierdzeniem geniuszu tej pozycji. Ale zanim do tego dojdę przeczytajmy o tym…
Dziś świat konsolowych nerdów obiegła piorunująca wiadomość. Pod koniec swojego wystąpienia na targach E3 prezes Square Enix, Yōichi Wada, ogłosił zgromadzonym, iż Final Fantasy XIII ukaże się jednocześnie na PlayStation 3 jak i na XBox 360.
Vincent Greene wiele razy podkreślał, że obecna generacja konsol jest straconym pokoleniem. Nie wróżył też świetlanej przyszłości PlayStation 3 ani nie szalał za serią FF. Jednak nawet on uświadamia sobie, że jest to zakończenie pewnego rozdziału w historii Final Fantasy – zjawiska, które od przeszło dwudziestu lat definiowało japońskie RPG, a dla wielu – definiowało NES, a później PlayStation jako takie.
Przeglądając frazy wpisywane w wyszukiwarkach, po których ludzie docierają do Jamniczka Zombie, Vincent Greene doszedł do wniosku, iż najwyższy czas wsłuchać się w głos tłumu i odpowiedzieć na nurtujące go pytania, na tyle, na ile Vincent potrafi. Pisownia i forma niezmienione. Endżojujcie.