Nerdowy blog o grach telewizorowych i cyfrowych i rzeczach. Tagi: Allegro Alone in the Dark Amiga Amiga Forever 2008 Apple Atari chory syf Cloanto Counter Strike demo Duel Love emulacja Historia Ikuze! Gen-San Indiana Jones Infinite Undiscovery komputery konsole Lego Lucas Arts MeKa Metal Gear Solid Monster Hunter NATAMI Nintendo DS o2.pl Okami Personal Paint PlayStation 2 PlayStation 3 Pręgierz przemoc PSP R-Type Command Resident Evil rocznica Shenmue Soul Calibur sprzęt stare gry szmatławce tech Tom Clancy Wii Windows Xbox 360 Xbox Live Arcade
Dziś Vincent Greene przeglądał stronę sklepu internetowego dla gadżeciarzy, 2future.pl. Vincent Greene przyznaje, że lubi oglądać takie strony - gdyby nie one, ludzkość nadal nie wiedziałaby, że telefon bez świecącej przywieszki wpada w depresję jak android Marvin, że nie ma imprezy bez lodowych kieliszków i że port USB może służyć do zasilania miniatury prawie każdego urządzenia AGD, jakie przyjdzie Ci do głowy.
Jednakże w Vincencie Greene zapłonęła przenajświętsza furia, gdy trafił na Radar Stop - urządzenie, mające legalnie ostrzegać kierowcę przed zbliżającym się fotoradarem, lub popularnymi miejscami kontroli drogowych.
Wczoraj Ślorb i Vincent Greene udali się do kinoteatru celem obejrzenia filmu WALL·E, który od początku roboczo nazywali Przygodami Robotka. Wbrew tradycji, Przygody Robotka obejrzeli w stanie całkowitej trzeźwości, nie chrupiąc nawet popkornu. Jest to bowiem film wiekopomny.
WALL·E jest dzieckiem Pixar Animation Studios i, jak łatwo się domyślić, jest w pełni animowany komputerowo. Akurat wtedy, gdy wydawało nam się, że animacja komputerowa nic nowego już nie przyniesie, WALL·E przychodzi i pokazuje, że to nie tak, to nie tak - że fajnie jest od czasu do czasu pokazać ujęcia “kręcone z ręki”, że ciekawie jest czasem pobawić się głębią ostrości, że zabawnie jest upodobnić mimikę bohatera do pewnego nowojorskiego komika… Ale przede wszystkim WALL·E udowadnia, że warto jest robić filmy z przesłaniem.
W życiu Ślorba są takie momenty, w których musi dokonać wyboru. Nie inaczej było i tym razem, gdy rozdarty między Eternal Sonatą, a Assassin’s Creed musiał z braku większych funduszy zdecydować się na jedną z tych pozycji. Można się łatwo domyślić co bardziej wpadło mu w oko. Co więcej okazało się, że godziny spędzone w skórze Altaira, głównego bohatera gry, przyczyniły się do zdobycia pierwszego achievementowego calaka. Nie jest to jednak równoznaczne ze stwierdzeniem geniuszu tej pozycji. Ale zanim do tego dojdę przeczytajmy o tym…
Dziś świat konsolowych nerdów obiegła piorunująca wiadomość. Pod koniec swojego wystąpienia na targach E3 prezes Square Enix, Yōichi Wada, ogłosił zgromadzonym, iż Final Fantasy XIII ukaże się jednocześnie na PlayStation 3 jak i na XBox 360.
Vincent Greene wiele razy podkreślał, że obecna generacja konsol jest straconym pokoleniem. Nie wróżył też świetlanej przyszłości PlayStation 3 ani nie szalał za serią FF. Jednak nawet on uświadamia sobie, że jest to zakończenie pewnego rozdziału w historii Final Fantasy - zjawiska, które od przeszło dwudziestu lat definiowało japońskie RPG, a dla wielu - definiowało NES, a później PlayStation jako takie.
Przeglądając frazy wpisywane w wyszukiwarkach, po których ludzie docierają do Jamniczka Zombie, Vincent Greene doszedł do wniosku, iż najwyższy czas wsłuchać się w głos tłumu i odpowiedzieć na nurtujące go pytania, na tyle, na ile Vincent potrafi. Pisownia i forma niezmienione. Endżojujcie.
Udostępniono nowy trailer do produkcji Final Fantasy Dissidia na PSP. Jest dość słabej jakości, jednak finalowym narkomanom (Ślorb się kłania) to nie przeszkadza. Zastanawiam się jaką fabułą uraczy nas ta produkcja, bo w filmiku sporo rozmawiają (czytaj, czy nie będzie to zbyt wydumane i wepchnięte na siłę). Za to grafika i akcja prezentuje się według Ślorba wyśmienicie. Poza tym każdy, kto lubi serię FF i tak pewnie zagra. Sephiroth kontra Squall kontra Ultimecia kontra… Może walecznego Moogle’a dadzą?
Dokładnie 30 lat temu, 27 czerwca 1978 roku o godzinie 17:27, z kosmodromu Bajkonur wystartowała rakieta z kapsułą Sojuz 30, zbudowana w ramach zapoczątkowanego przez Związek Radziecki międzynarodowego programu kosmicznego Interkosmos. Wyniosła na orbitę okołoziemską radzieckiego dowódcę, pułkownika Piotra Klimuka oraz pierwszego i jedynego Polaka w Kosmosie - pilota majora Mirosława Hermaszewskiego.
Vincent Greene chce skorzystać z tej okazji, aby podziękować gen. Mirosławowi Hermaszewskiemu i wszystkim innym bohaterskim kosmonautom z całego świata za ich udział w tworzeniu Masowej Wyobraźni Nerda - za wszystkie kosmiczne przygody, które przeżyliśmy przed ekranami komputerów, w kinoteatrach i w naszych snach.
Co czyni kosmonautę bohaterskim, zapytacie? Bycie kosmonautą.
Jednakże zarówno Vincent Greene jak i Ślorb wciąż twierdzą, że obecna generacja konsol do gier jest generacją straconą, więc nic straconego - ile w końcu można grać w Halo 3?
Nadszedł moment, na który czekały amigowe nerdy całego świata. Firma Cloanto Italia wypuściła na rynek kolejną odsłonę Amiga Forever. Ci, którzy w ciągu ostatniej dekady mieli do czynienia z komputerami Amiga, wiedzą o czym mowa. Ci zaś, którzy o Amiga Forever nie słyszeli… Cóż, zakładam, że skoro wolą odwiedzić tę stronę zamiast oglądać Naruto, to zasługują na krótką eksplikację.
Amiga Forever to wydawany od 1997 roku zestaw programów, pozwalających na emulację komputerów z rodziny Amiga – począwszy od poczciwej Pięćsetki, a skończywszy na potężnej Amidze 4000 – w oparciu o open-source’owy emulator WinUAE i legalne, licencjonowane oprogramowanie Kickstart (w postaci zrzutów ROMu) i Workbench (czyli AmigaOS). Jako że ostatni komputer Amiga wyprodukowany przez Commodore zszedł z linii montażowej w 1994 roku, coraz mniej tych maszyn pozostaje na chodzie. Amiga to jednak gatunek, któremu oddani wielbiciele nie pozwolą na wymarcie. Nawet dzisiaj produkowane są urządzenia zgodne z klasyczną Amigą, takie jak Minimig, które jednak będąc drogimi (cena od 150 EUR wzwyż) i wymagając samodzielnej instalacji ROMu z legalnym Kickstartem, który też kosztuje, są raczej rozwiązaniem dla najbardziej entuzjastycznych elektroników. Dla pozostałej masy ludzi, którzy nie mieli w życiu lutownicy w ręce, lub po prostu nie mają miejsca na nowy mebel (wiem coś o tym), przeznaczona jest Amiga Forever. Jakie zmiany przyniosła najnowsza wersja? Vincent Greene sprawdził i pieczołowicie spisał.