Zapewne znany jest Czytelnikom i Czytelniczkom Jamniczka Zombie portal humorystyczny o2.pl. Vincent mówi “humorystyczny”, gdyż poziom tamtejszej publicystyki jest zazwyczaj śmieszny. Jego strony-córki starają się pozyskać niszową publiczność prorokując hossę lub bessę dla domorosłych finansistów, wywołując internetowe pyskówki między marksistami, nazistami i zielonoświątkowcami, publikując “kontrowersyjne” artykuły o “polityce”, donosząc o wpijających się majtkach lub problemie alkoholowym tej czy innej gwiazdy, lub donosząc, że ten czy inny słynny homoseksualista wcale nie jada sushi, tylko kebab. W tym samym czasie główna strona o2.pl służy zasadniczo dwóm celom: logowaniu do poczty i dostarczaniu tłuszczy jej dziennej dawki Okropności Dnia.
Okropności Dnia bawią i cieszą swoją prostotą, czynią internet przystępnym nawet dla czytelników szmatławców w rodzaju Faktu czy Super Expressu. Krzykliwym nagłówkom nadają dynamiki takimi słowy, jak “Szok!” lub “Skandal!”, a całość wizualnie dopełnia odlegle związane z tematem zdjęcie wzięte z bazy (tzn. jeżeli nagłówek brzmi np. “Szok! Sekstaśmy księdza i ministranta!”, to na stronie głównej najpewniej ukaże się zdjęcie jakiegoś tam ministranta, który z całą sprawą nic wspólnego nie miał; Jego pech, że akurat był ministrantem i jego zdjęcie ekipa o2 miała w bazie). Okropności Dnia ochoczo donoszą o tym, jak ludzie mordują, biją, przetrzymują w piwnicy i molestują co się da, o tym że uczniowie pobili nauczyciela, a innym razem to nauczyciel pobił uczniów i też przy okazji ich trochę potrzymał w piwnicy i zmolestował.
Wszystko to stanowi jakiś tam substytut rozrywki, gdy nie ma pod ręką plejaka ani żadnego filmu i da się znieść – tak jak da się znieść przeczytanie szmaty w oczekiwaniu na kolejkę u fryzjera, aby zabić nudę. Ale gdy Vincent Greene zobaczył dziś rano nagłówek w Okropnościach Dnia, to aż mu się przysłowiowy nóż w kieszeni otworzył. Kliknij, żeby zobaczyć cały zrzut.
Artykuł donosi o incydencie dość powszednim dla sfrustrowanej, wschodnioeuropejskiej młodzieży. Jeden czternastolatek, na oczach innego czternastolatka, zatłukł na śmierć pewnego siedemnastolatka, który popsuł im przedtem zabawę. Typowy schemat. Tylko tym razem jest to historia z grą telewizyjną w tle. Tak się złożyło, że te słowiańskie młokosy były zapalonymi graczami w Counter Strike – ulubionej gry dzieci, którymi przestali się interesować rodzice. Jakie z tego wnioski wyciągają nasze internetowe pismaki? Niepokojące, pełne szlachetnych wątpliwości. “Komputerowe gry trenują morderców“, “Gracze zabijają już nie tylko w komputerze“.
Pewien nauczyciel Vincenta Greene zwykł konkludować swoje makabryczne anegdoty słowami: “Najzabawniejsze jest w tej historii to… a właściwie była to tragedia…”
Najzabawniejsze jest w tej historii to, że tuż pod alarmującym nagłówkiem można było przeczytać, jak Pan Premier poucza, iż prawdziwi Polacy uczą dzieci grać w piłkę.
Piłka nożna. Prawdziwi Polacy. Agresja? Przemoc? Gdzieżby tam.
![]()


