
Ach, złota era ośmiobitowych komputerów. Wieczory spędzone na strojeniu telewizora i regulowaniu głowic magnetofonu. Domowe kompilacje gier na odręcznie opisanych taśmach. Kilka do kilkunastu minut spędzonych na wczytywaniu każdej z nich do pamięci. Gwałtowny napływ adrenaliny, gdy wystąpił błąd odczytu. Czasy, gdy dżojstiki miały cztery osie i jeden guzik, w grach liczył się pomysł, bo i za trudno, żeby audiowizualnie były ładne, drukowanie czy edycja tekstów, w szczególności po polsku, było na granicy między upierdliwym a niemożliwym i nie było mowy o przenoszeniu swoich plików między komputerami dwóch różnych firm, a nawet między różnymi modelami tej samej. Kto by nie chciał wrócić do tych czasów?
Odpowiadając szczerze: każdy, kto pozostaje przy zdrowych zmysłach. Ludzie, którzy tęsknią za czasami ośmiu bitów, albo padli ofiarą jakiejś lanserskiej retro-mody, albo po prostu nie pamiętają, jak czasochłonna i frustrująca była praca na tych maszynach. Gdybyśmy nagle musieli robić to, co robimy teraz, na Commodore 64, Atari 65XE, czy ZX Spectrum, życie stałoby się, nieprzymierzając, koszmarem.
Nie mniej jednak, tym komputerom należy się odrobina chwały. Wszak ukształtowały one pokolenia dzisiejszych programistów, niekiedy twórców gier. Niedrogie, produkowane seryjnie układy elektroniczne pozwoliły na to, by komputer osobisty z czasem zagościł pod każdą strzechą. Nie zapominając o samych grach, do których, co by nie mówić, każdemu zdarza się zatęsknić. Z pomocą przychodzą ci sami ludzie, którzy przynieśli światu Amiga Forever – najbardziej obszerny, legalny pakiet emulacyjny tego słynnego komputera. Tym razem przyszła kolej na jego starszego brata. Panie i Panowie – C64 Forever.








